Przejdź do głównej zawartości

Posty

..and a happy New Year!

Nowy Rok. Nowe wyzwania. Nadzieje. Bolączki. Gorączki. Radości. Szybsze podskoki serca. Jedni na pewno schudną do wymarzonego rozmiaru minus 34, aby ze wzmożonym ślinotokiem przyglądać się przez szybę cukiernianym pączkom lub czemukolwiek, co w ogóle ma kalorie i smak. Inni zapewne zapiszą się na kurs reorganizacji szafy i po 3 lekcjach odkryją, że ich garderoba liczy zbyt wiele skarpet w groszki. Ktoś może spakuje swoją walizkę, zostawiając wszystko, co złe, niedobre i smutne za sobą (przynajmniej do czasu turnusu powrotnego). Może tamci państwo zamiast skakać sobie do gardeł w końcu skoczą po rozum do głowy i zawrą pakt o nieagresji. I uszanują go trochę dłużej niż do kolejnego kontaktu. Jakiś pan może postanowi oświadczyć się tej pani i spędzi kolejne 12 miesięcy na przygotowanie swojego budżetu na ten romantyczny poryw serca (i portfela). Ta pani może zda sobie sprawę, że była zbyt krytyczna i samolubna, wytykając mu, że zostawia niezmienne zużyte h...

You have to be your own superhero in this life where the supervillain is yourself too

Pamiętam, gdy 1 stycznia b.r. obudziłam się o poranku (tak, dobrze czytasz, o poranku, bo któż inny może wstać o świcie w dniu, który dla innych jest tylko przedłużeniem wcześniejszych harców, poszampańskiej czkawki i początkiem okrutnego kaca, jak nie ja?), myśląc sobie: ,,to będzie mój rok". Pamiętam też dokładnie jak parę dni później do mojego niecnego planu wkradła się okrutna rzeczywistość i potraktowała mnie głośnym i jakże bolesnym plaskaczem. A potem jeszcze dodatkowym kopniakiem w piszczel. Dziś, prawie dwanaście miesięcy później, lekko posiniaczona i potargana (nie wiedząc dokładnie czy przez życie, czy może przez ciągłe obijanie się o bliżej nieokreślone rzeczy materialne na mojej drodze i wieczne nienoszenie czapki - mamo, wybacz!) mogę śmiało stwierdzić: Tak, to był mój rok. Chociaż wysmarkałam zapewne zaplecze hurtowni produkującej chusteczki higieniczne, stałam się idealnym modelem do prezentowania jak stres wpływa na zmianę włókien kolagenowych i powstawan...

Nie nie nie. Mówię ,,nie", gdy myślę ,,nie"

Asertywność. To obok pewności siebie, motywacji czy rozwoju osobistego najczęstsze hasło krzyczące do nas z okładek tych bardziej i trochę mniej ambitnych kolorowych pism. Kiedy wpiszemy to słowo w okienko którejkolwiek z wyszukiwarek internetowych, z pewnością zasypie nas lawina stron namawiających do tego, byśmy śmiało mówiły nie (wybaczcie, mężczyźni, jeśli tu trafiliście, ale, niestety, w zdecydowanej większość to nam zarzuca się bycie uległymi) i były dumne, nieustępliwe i zaprzeczały dla zasady wszystkiemu i wszystkim.       Rozumiem.   Asertywność to cudowna cecha, niezwykle przydatna do zdrowego współistnienia w społeczeństwie i która zapewne znacznie przyczynia się do właściwego działania naszych neuronów - a tym samym uodparnia nas na tzw. cholerę jasną. Wciąż się uczę odmawiania w sposób właściwy, nieurażający nikogo, ale wciąż stanowczy i bezdyskusyjny. Nie chcę, aby ktoś wchodził mi na głowę, narzucał mi swoją rację, ...

We're fools whether we dance or not. So we might as well dance.

  Czy zastanawialiście się kiedykolwiek (a jestem niemal całkowicie, że tak) jakby to było być zupełnie inną osobą? Nie mam tu na myśli kogoś z mniejszymi pośladkami, większymi oczodołami czy kogoś o idealnie prostych kolanach.   Całkowicie inną osobą.   Tak, na pewno chcieliście/ wciąż chcecie (odpowiednią opcję wykreśl lub przyozdób serduszkami, w nadziei na szybsze spełnienie marzenia) być bardziej przebojowi/odważniejsi/bardziej skoncentrowani na celu/ambitniejsi/bardziej wyluzowani/bardziej wygadani/mniej zahukani/mniej znerwicowani...itp.itd. Listę mogłabym ciągnąć w nieskończoność, udowadniając jedynie, jak wiele w nas niepewności i niechęci do samych siebie. Nad iloma rzeczami chcemy jeszcze popracować, ale wciąż brakuje nam mentalnych jaj czy zwyczajnie czasu lub prawdziwej motywacji, pochodzącej z trochę pewniejszego miejsca w naszej głowie niż zwykłego widzimisię.   Czy kiedykolwiek chcieliście się obudzić jako nowa osoba? Z komplet...

Please stop destroying what is left of your heart by constantly thinking about things that have broken you.

  Jest leniwa niedziela. Właściwie, tak jak każda inna. Z jednym wyjątkiem: wstałam z myślą, że w końcu coś napiszę. Informacja przełomowa, choć niewystarczająca, by uzyskać najwięcej odsłon na Pudelku.   Jednak stało się. Ogłosiłam wszem i wobec, że to dziś. Dziś, po długim okresie nicości i prokrastynacji powstanie coś, co zasłuży na opublikowanie. A przynajmniej mi się tak wydaje.   Łatwo powiedzieć, jednak trudniej zrobić. Albowiem pisać można o wszystkim i o niczym. Wielokrotnie już zostałam zapytana przez kilka, niepowiązanych całkowicie ze sobą, jednak równie ciekawskich osób, skąd wiem, o czym pisać. Otóż nie wiem. Nigdy.   Siadam przy komputerze, patrząc blado w jeszcze bledszy internetowy arkusz papieru i czekam. Aż trafi mnie grom z piśmiennego nieba, aż duch wieszczy mnie natchnie, aż zobaczę lub usłyszę coś, co mnie zainspiruje na tyle, by wystukać coś więcej niż cztery niezbyt logiczne zdania.   Dziś jednak mi spr...

Listen to the mustn'ts, child. Listen to the don'ts. Listen to the shouldn'ts, the impossibles, the won'ts. Listen to the never haves, then listen close to me… Anything can happen, child. Anything can be

Nie pamiętam czy było to piękne lato 1994 roku czy może mroźny poniedziałkowy listopadowy poranek roku pańskiego 1996. Sprecyzowanie daty wydaje się zbyteczne, choć z pewnością umiliłoby to tę opowieść. W każdym razie stało się. Zaczęłam mówić szybciej niż pozwalałyby mi na to moje myśli. Prześcigałam je, wyprzedzałam w przedbiegach, wyjawiając mojemu małemu, jeszcze niewinnemu wtedy światu moje najwspanialsze pomysły podbicia uniwersum. Moje wszystkie opowiastki (czytaj: niecne plany) zaczynały się niemalże tak samo. Miałam dokonać niemożliwego, kiedy : - skończę przedszkole - nauczę się grać ,,Kurki trzy" na pianinie, nie zaglądając w nuty - przestanę ziewać na matematyce - ogram siostrę w triomino - przestanę robić nikomu niepotrzebne listy - ktoś mi naprawdę na to pozwoli . Nietrudno się domyślić, że moje plany spaliły na panewce, a ja, choć zagrałam wymarzoną melodię na pianinie, nie zawładnęłam wszechświatem. Ba! Nawet we własnym ogródku nie wetk...

It feels like there's oceans between me and you

Kuźnica. Floryda. Kuźnica. Białystok. Floryda. Cagliari. Białystok. Kraków. Vejle. Kuźnica. Białystok. Warszawa. Moje raptem (i aż!) dwudziestopięcioletnie życie mogłoby się streścić w tych kilku miejscach. Na trasie nabazgranej pospiesznie na mapie. Na (ostatnio) ciągłych przeprowadzkach. Nowych mieszkaniach. Współlokatorach. Pakowaniu. Rozpakowywaniu. Na stresie związanym z każdą przeprowadzką. Z zaczynaniem wszystkiego na nowo. Wolę jednak by zostało opisane we wszystkich znajomościach, które zawarłam pomiędzy jednymi współrzędnymi geograficznymi a drugimi. Pomiędzy jednym rozpakowywaniem walizki, a zapełnianiem jej po raz kolejny. Pomiędzy każdym nieśmiałym ,,cześć" i przyzwyczajaniem się do swoich mniej lub bardziej dziwacznych nawyków. Jako osoba, która została pobłogosławiona grupą stałych przyjaciół nabytych w wieku przedszkolnym, nie sądziłam nigdy, że spotka mnie coś więcej. Bo jestem i tak szczęściarą. Jestem otoczona przez grono ...